Na przeciwległym biegunie mamy jego. Donia. Typ był hejtowany dwie dekady, a cały czas robił swoje. Nie płakał o odkupieniu i nie zgrywał ofiary hejtu jak Tede. Nie poszedł w chlanie jak Peja. W czasach prosperity nie potrzebował kroplówek i głupich wymówek jak Smolasty, gdy trzeba było zagrać kolejny koncert w Pierdzichowicach k. Pcimia.
Bez zawahania stawał w beefie z legendami sceny jak Fokus i legendami ulicy jak Chada, wygrywając i nie przebierając w słowach mówił, że z prawej, z lewej ich wyliściuje i kończył beef nie dostając żadnej odpowiedzi oponentów, którzy w popłochu kryli się po kątach.
W telewizyjnych szołach nie dawał się zjadać telewizyjnym swagiem przed kamerą takim gwiazdorom jak Michał Wiśniewski, nie był zagubiony czy zawstydzony. Prawdziwy facet, a nie zagubiony chłopiec, ofiara mefedronu jak jakiś Rogal, groźne psy i tatuaże.

Można zamknąć temat.
















