Wiosna wystrzeliła jak z chuja wieloryba, ptaszki ćwierkają zachecajac do prokreacji i pewnie wlasnie dlatego wrócił mi do głowy topik o najbardziej zgubnym i pojebanym ze wszystkich uczuć - miłości. I w rapie chyba jest tego naprawdę niewiele, bo wiadomo raperzy to kryptogeje w gangsterskim anturażu co ruchają sie nawzajem w dupę stonecoldy bez uczuć, ale jak już jest coś o milości to imo wychodzi pięknie.
Ja wymyśliłem 5 sztuk:
5. ATCQ - Love movement - imo takie soft love z getta. Taka mocno najtisowa miłość z teledysków w stylu dillema. Bardzo dobry krążek.
4. Andre 3000 - Love below. Nadal ie to... pełna murzyńskich pierdów pachnących różami. I to jeszcze nie to czym love really is.
3. Sadistik/KNO - Phantom limbs. No i tu jest pierwszy upadek pod tym brzemieniem. Jest ciężar emocji i gniecenie jaj. Jest cale ciemne spektrum barw milosci. Cudowna płyta.
2. Kanye West 808s and Heartbreak. No tak. Od złamanego serduszka na okładce do Pinocchio Story jest wszystko o tym żywiole. Upadek drugi.
1. Mick Jenkins - Healing Component. Odkrywałem ten album wiele razy i tutaj jest naprawdę piękny love lot. A przy Fall through ciężko się pozbierać.
Zachęcam do podzielenia się swoimi typami.
Rap albumy o miłości
Rap albumy o miłości
Yakuza not mafia, Yakuza wa kazoku.
