Kocham tę płytę. Plusem jest to, że nie można jej umieścić w jedną ramę gatunkową, tu jest niemal wszystko - od faktycznego trapu, przez zwykłe niesklasyfikowane latino, aż po
Otra Noche en Miami, podczas którego chciałbyś jechać lowriderem po drogach Miami przy plażach. Bałem się jak cholera, że Bad Bunny stanie się marionetką w rękach wielkich labeli, bo obok Balvina i Ozuny to największa gwiazda sceny. Track z Drakiem dał mu niesamowitego boosta. Na szcżęście okazało się, że gość zdołał utrzymać ciężar wysokich oczekiwań i wypuścił naprawdę mądrze złożony album. Jest świetna produkcja i jest dobry poziom przez całą długość, to wcale nie jest po prostu zbiór singli do radia - to jest świetny krążek z prawdziwego zdarzenia, który ma pokazać światu Bunny'ego jako dużego artystę z duszą, a nie tylko maszynkę do robienia hitów radiowych(choć i to mu się udaje).
Porównywać z
Vibras ciężko, bo to dwie różne płyty, obie kocham mocno. Czekam na ich wspólną LP, bo już to zapowiedzieli kiedyś.
Ale fakt - niech to ktoś przeniesie do innej muzyki.