Czuję się bardzo samotny w tej opinii, ale dla mnie savage poza wyjątkami średnio wypada i na plecach wszystko noszą jedne z najlepszych bitów metro. Owszem, No Heart to pierdolona magia (wjazd na 2:44

), a X wkręca się na banie niesamowicie, otwieracz też całkiem klimatyczny, ale chyba na zawsze pozostanie to dla mnie przede wszystkim album metro z dzikusem wzbogacającym tło i okazyjnie rozpierdalającym na wyżej wymienionych numerach. I am>i was > WW > to > issa (której dalej ledwo pamiętam, a jesli juz to głownie z chujowego miksu na bank account i tego piekielnego 7 min freestyle

). A starych rzeczy nigdy jakoś nie sprawdzilem, być moze najwyzszy czas.